Oddech dolnożebrowy: efekt, nie instrukcja

Dlaczego czasem nie wystarczy powiedzieć: „oddychaj do żeber”?

Oddech dolnożebrowy brzmi jak coś bardzo prostego.

Wystarczy przecież powiedzieć:

„rozszerz żebra na boki”
„oddychaj do pleców”
„uruchom przeponę”
„nie unoś klatki”
„oddychaj niżej”

I gotowe.

Ciało słyszy, rozumie, wykonuje, wszyscy są szczęśliwi, przepona pracuje jak w podręczniku, żebra rozszerzają się na boki, układ nerwowy się uspokaja i mówi: „wspaniale, właśnie tego nam brakowało”.

No właśnie nie zawsze.

Czasem taka instrukcja rzeczywiście działa. Ktoś od razu poczuje boczny ruch żeber, oddech stanie się spokojniejszy, wydech pełniejszy, a ciało jakby samo zrozumie, o co chodzi.

Ale czasem nie wydarzy się nic.

Albo wydarzy się coś, czego wcale nie chcieliśmy.

Osoba zacznie bardziej się napinać.
Wypychać brzuch.
Wypychać żebra.
Unosić klatkę jeszcze mocniej.
Zatrzymywać oddech między próbami.
Kontrolować każdy milimetr ruchu.

A po chwili na twarzy pojawi się ten znajomy wyraz: mieszanka skupienia, frustracji i cichego pytania w stylu: „czy ja naprawdę nie umiem nawet oddychać?”.

I to jest moment, w którym warto się zatrzymać.

Bo bardzo często problemem nie jest brak starań.

Problemem może być brak warunków.

Przepona nie działa w próżni

W pracy z oddechem często mówimy o przeponie tak, jakby była samotną bohaterką całej historii.

„Przepona nie pracuje.”
„Trzeba uruchomić przeponę.”
„Oddychaj przeponą.”
„Włącz przeponę.”

Brzmi trochę tak, jakby przepona była lampką nocną: wystarczy znaleźć włącznik i od razu robi się jasno.

Tylko że przepona nie działa w izolacji. Nie jest oddzielnym guzikiem w ciele, który można nacisnąć odpowiednią komendą.

Jej praca zależy od bardzo wielu rzeczy: od ustawienia klatki piersiowej, ruchomości żeber, napięcia brzucha, pozycji miednicy, jakości wydechu, poziomu pobudzenia układu nerwowego, a nawet od tego, czy człowiek czuje się wystarczająco bezpiecznie, żeby w ogóle pozwolić oddechowi zejść głębiej.

Bo głębszy oddech dla jednej osoby może być ulgą.

A dla innej może być czymś, co natychmiast uruchamia napięcie, zawroty głowy, ucisk, niepokój albo potrzebę kontroli.

Dlatego instrukcja „oddychaj dolnymi żebrami” czasem jest pomocna, a czasem jest jak proszenie kogoś, żeby otworzył drzwi w pokoju, w którym tych drzwi jeszcze nie znaleźliśmy.

Ciało musi mieć przestrzeń

Żeby oddech dolnożebrowy był dostępny, ciało potrzebuje przestrzeni.

Nie tylko w sensie metaforycznym, ale bardzo konkretnym.

Klatka piersiowa musi mieć możliwość ruchu. Żebra powinny umieć rozszerzać się nie tylko z przodu, ale też bocznie i tylno-bocznie. Dolne żebra nie mogą być stale ustawione w pozycji „wdechowej”, sztywne, uniesione i zablokowane.

Miednica i klatka piersiowa powinny być względem siebie ustawione tak, żeby przepona miała dobre warunki do pracy. Jeśli ciało cały czas „wisi” w napięciu, jeśli brzuch jest stale zaciśnięty, jeśli wydech jest skrócony, a żebra nie potrafią wrócić, to samo polecenie „oddychaj niżej” może niewiele zmienić.

Albo zmieni, ale nie w tę stronę, w którą chcemy.

Bo ciało bardzo często próbuje spełnić polecenie najlepiej, jak potrafi.

Jeśli nie ma dostępu do ruchu żeber, wypchnie brzuch.
Jeśli nie czuje tyłu klatki, zrobi większy ruch przodem.
Jeśli nie ma spokojnego wydechu, zacznie pogłębiać wdech.
Jeśli nie ma czucia, dołoży kontrolę.
Jeśli nie ma warunków, zrobi wysiłek.

A potem my patrzymy i mówimy: „nie tak”.

I wtedy zaczyna się kłopot.

Kiedy oddech staje się zadaniem do zaliczenia

W pracy z ciałem jest taki moment, który zawsze warto zauważyć.

To moment, w którym ćwiczenie przestaje być zaproszeniem do czucia, a zaczyna być egzaminem.

Osoba przestaje oddychać, a zaczyna wykonywać oddech.

Robi go bardzo starannie.
Bardzo ambitnie.
Czasem z miną, jakby właśnie rozwiązywała zadanie z matematyki pod presją czasu.

I wcale się nie dziwię. Jeśli ktoś słyszy kilka razy: „nie tak”, „niżej”, „bardziej do żeber”, „nie unoś klatki”, „rozluźnij brzuch”, „jeszcze raz”, to ciało zaczyna traktować oddech jak kolejną rzecz, którą można zrobić źle.

A przecież w reedukacji oddechowej nie chodzi o to, żeby człowiek wyszedł z zajęć z nowym przekonaniem:

„świetnie, do listy rzeczy, które robię nieidealnie, dopisuję jeszcze oddychanie”.

To naprawdę nie jest cel.

Dobra praca z oddechem powinna zmniejszać presję, a nie ją dokładać.

Powinna pomagać zobaczyć, co w ciele jest dostępne, co jeszcze nie jest, gdzie pojawia się napięcie, gdzie brakuje ruchu, gdzie układ nerwowy mówi: „hola, hola, ja tu nie czuję się bezpiecznie”.

Reedukacja oddechowa to nie tresura oddechu

Lubię to rozróżnienie, bo ono bardzo porządkuje sposób myślenia.

Reedukacja oddechowa to nie tresura oddechu.

Nie chodzi o to, żeby nauczyć ciało wykonywać komendę:

„oddychaj tak, jak ci pokazuję”.

Chodzi raczej o to, żeby zadać pytanie:

co musi się wydarzyć, żeby ten oddech mógł pojawić się naturalniej?

To jest zupełnie inny punkt wyjścia.

W pierwszym podejściu mamy wzorzec i próbujemy dopasować do niego człowieka.

W drugim patrzymy na człowieka i szukamy drogi, dzięki której ciało będzie mogło stopniowo odzyskać dostęp do bardziej funkcjonalnego oddechu.

Czasem ta droga prowadzi przez pracę z ustawieniem klatki piersiowej i miednicy.
Czasem przez wydech.
Czasem przez ruchomość żeber.
Czasem przez zmniejszenie napięcia brzucha.
Czasem przez pozycję, w której ciało pierwszy raz może naprawdę odpuścić.
Czasem przez bardzo mały zakres ruchu.
Czasem przez regulację i poczucie bezpieczeństwa.

I właśnie dlatego nie da się sensownie pracować z oddechem bez obserwacji.

Bo jeśli nie wiemy, dlaczego ktoś nie może oddychać dolnożebrowo, możemy bardzo łatwo wzmacniać problem, który próbujemy rozwiązać.

Co warto sprawdzić, zanim zaczniemy instruować?

Zanim powiemy komuś: „oddychaj dolnymi żebrami”, warto zobaczyć, czy ciało w ogóle ma do tego dostęp.

Możemy zadać kilka bardzo prostych, ale ważnych pytań.

Czy klatka piersiowa jest ustawiona w ciągłym wdechu?

To częsty obraz: żebra są uniesione, mostek wysoko, ciało wygląda tak, jakby było gotowe do działania, nawet kiedy człowiek teoretycznie odpoczywa. Wtedy proszenie o „większy oddech” może jeszcze bardziej utrwalać ten wzorzec.

Czy dolne żebra mają ruchomość?

Jeśli żebra są sztywne, zablokowane albo poruszają się tylko z przodu, samo hasło „oddychaj na boki” może skończyć się wypychaniem brzucha albo napinaniem całej klatki.

Czy wydech jest dostępny?

Bez dobrego wydechu trudno o dobry wdech. Jeśli żebra nie potrafią wrócić, jeśli wydech jest krótki i urwany, ciało może cały czas pozostawać w lekkim ustawieniu wdechowym.

Czy brzuch jest stale napięty?

Nie chodzi o to, żeby brzuch był zupełnie bierny. Ale jeśli jest stale trzymany, zaciśnięty, kontrolowany, to przepona może nie mieć swobodnych warunków do pracy.

Czy miednica i klatka są ustawione względem siebie w sposób, który wspiera oddech?

Czasem problem nie zaczyna się w samych żebrach, tylko w całej organizacji tułowia. Jeśli ciało szuka stabilizacji przez napięcie, oddech często staje się częścią tej strategii.

Czy głębszy oddech wywołuje niepokój?

To bardzo ważne. U niektórych osób pogłębianie oddechu może wywoływać zawroty głowy, mrowienie, ucisk, dyskomfort albo poczucie zagrożenia. Wtedy dokładanie instrukcji „oddychaj głębiej” może nie być regulujące, tylko przeciążające.

Czy osoba czuje boczno-tylną przestrzeń żeber?

Bo jeśli ktoś nie ma mapy tego obszaru w czuciu, to trudno oczekiwać, że precyzyjnie skieruje tam oddech. Czasem najpierw trzeba pomóc ciału w ogóle odnaleźć tę przestrzeń.

Oddech dolnożebrowy jako efekt

Właśnie dlatego coraz bardziej lubię myśleć o oddechu dolnożebrowym nie jako o instrukcji, ale jako o efekcie.

Efekcie dobrze przygotowanych warunków.

Efekcie lepszego ustawienia.
Lepszego wydechu.
Większej ruchomości żeber.
Mniejszej potrzeby kontroli.
Lepszego czucia ciała.
Większego poczucia bezpieczeństwa.

Oczywiście, czasem prosta instrukcja wystarczy. Nie komplikujmy na siłę rzeczy, które są proste. Jeśli ktoś słyszy „poczuj oddech w dolnych żebrach” i ciało odpowiada: „jasne, proszę bardzo”, to świetnie.

Ale jeśli ciało nie odpowiada, to nie oznacza, że trzeba powtórzyć instrukcję głośniej, bardziej stanowczo albo z jeszcze większą liczbą anatomicznych detali.

Czasem trzeba zmienić podejście.

Nie: jak zmusić ciało do oddechu dolnożebrowego?

Tylko: czego temu ciału brakuje, żeby taki oddech mógł pojawić się naturalniej?

To pytanie otwiera dużo więcej możliwości.

Mniej presji, więcej dostępu

W dobrej pracy oddechowej nie chodzi o perfekcyjne wykonanie ćwiczenia.

Chodzi o dostęp.

Dostęp do ruchu.
Dostęp do wydechu.
Dostęp do czucia.
Dostęp do regulacji.
Dostęp do ciała, które nie musi cały czas czegoś udowadniać.

Bo ciało często naprawdę nie potrzebuje kolejnej presji.

Nie potrzebuje kolejnego: „bardziej”, „niżej”, „głębiej”, „lepiej”.

Potrzebuje warunków, w których oddech może przestać być projektem do naprawy, a zacząć być informacją.

I może właśnie tu zaczyna się dobra reedukacja oddechowa.

Nie od perfekcyjnej instrukcji.

Tylko od uważnego zobaczenia, co naprawdę stoi na drodze do swobodniejszego oddechu.

Jeżeli chcesz więcej dowiedzieć się o oddychaniu i poznać skuteczne metody treningu oddechowego... ⏬ :)

Dodatkowo, dostaniesz za darmo eBooka “Oddychanie nosem – Przewodnik”

Zapisując się do newslettera wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych w postaci adresu e-mail przez sofizjo.pl w celu przesyłania na podany przeze mnie adres e-mail newslettera oraz informacji handlowych na podstawie art. 6 ust. 1 pkt. a RODO oraz art. 10 ust. 2 ustawy z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną, jak również w celu weryfikacji listy subskrybentów ww. newslettera.Oświadczasz, że zapoznałeś/aś się z klauzulą informacyjną dot. przetwarzania moich danych dostępną tutaj.