Znasz ten obraz? Ktoś leży na macie. Oddycha coraz szybciej i coraz głębiej. Po kilku minutach zaczynają drżeć mu nogi. Dłonie zaciskają się w charakterystyczny sposób, pojawia się mrowienie wokół ust, płacz, a nawet zawroty głowy?
Prowadzący pochyla się i mówi:
„To dobrze. Trauma wychodzi”.
Albo:
„Ciało właśnie uwalnia zapisane emocje”.
Takie sceny coraz częściej pojawiają się w mediach społecznościowych, na warsztatach i szkoleniach z różnych odmian breathworku. Spotykam się z nimi również w rozmowach ze specjalistami i osobami, które przychodzą do mnie po intensywnych sesjach oddechowych.
Czasem uczestnik mówi, że było to jedno z najważniejszych doświadczeń w jego życiu. Że pierwszy raz od dawna płakał. Że poczuł ulgę. Że „coś z niego zeszło”.
I ja tego doświadczenia nie chcę podważać.
Silna reakcja może być całkowicie autentyczna. Człowiek może naprawdę poczuć wzruszenie, ulgę, emocjonalny przełom albo ważny wgląd. Problem nie polega na tym, że ludzie coś czują.
Problem zaczyna się wtedy, gdy sama intensywność reakcji zostaje potraktowana jako dowód skuteczności terapii.
A jeszcze większy – kiedy fizjologiczne objawy otrzymują jedno, gotowe wyjaśnienie:
„To trauma”.
Bo reakcja fizjologiczna nie jest tym samym co regulacja.
A intensywność doświadczenia nie jest automatycznie miarą jego wartości terapeutycznej.
„Technika działa”, czyli właściwie co?
To jedno z pytań, które najczęściej zadaję podczas szkoleń.
Ktoś mówi:
„Ta technika naprawdę działa. Ludzie po niej płaczą, drżą i mają niesamowite przeżycia”.
Tylko że zanim ocenimy, czy coś działa, musimy ustalić, jaki był cel.
Jeżeli celem było wywołanie zmienionego stanu świadomości, intensywnych doznań albo zmiany percepcji, to zawroty głowy, poczucie odrealnienia i silne emocje mogą rzeczywiście oznaczać, że stan psychofizjologiczny uczestnika się zmienił.
Jeżeli celem była regulacja układu nerwowego, będę patrzyła na coś innego.
Czy osoba zachowała poczucie wpływu?
Czy mogła zwolnić?
Czy potrafiła przerwać ćwiczenie?
Czy pozostawała w kontakcie z tym, co się dzieje?
Czy po sesji łatwiej wracała do równowagi?
A jeżeli mówimy o terapii traumy, poprzeczka jest jeszcze gdzie indziej. Znaczenie ma nie tylko to, co wydarzyło się przez kilkadziesiąt minut na macie, ale również to, czy w kolejnych tygodniach zmniejszyły się objawy, zachowania unikowe i nadmierne pobudzenie. Czy poprawił się sen, relacje, codzienne funkcjonowanie i poczucie bezpieczeństwa.
Jednorazowa silna reakcja nie pozwala tego ocenić.
Objaw mówi nam, że coś się wydarzyło.
Nie mówi jeszcze:
- co dokładnie się wydarzyło,
- dlaczego się wydarzyło,
- czy było korzystne,
- ani czy doprowadziło do trwałej zmiany.
Co dzieje się podczas intensywnego oddychania?
W praktykach określanych jako high-ventilation breathwork (kontrolowana/wymuszana hiperwentylacja) oddech jest zwykle celowo pogłębiany, przyspieszany albo jedno i drugie. Niektóre protokoły trwają kilkanaście lub kilkadziesiąt minut. Czasem dochodzą do tego zatrzymania oddechu, muzyka, praca grupowa i silne skupienie uwagi na odczuciach z ciała.
To nie są obojętne bodźce.
Naukowe badania nad mechanizmami i klinicznym wykorzystaniem takich praktyk nadal są na stosunkowo wczesnym etapie. Wiemy jednak całkiem sporo o podstawowej fizjologii hiperwentylacji.
Hiperwentylacja nie oznacza po prostu szybkiego oddychania.
Dochodzi do niej wtedy, gdy wentylacja przekracza aktualne zapotrzebowanie metaboliczne organizmu. Można więc oddychać szybko i płytko. Można też oddychać stosunkowo wolno, ale tak głęboko, że usuwamy więcej dwutlenku węgla, niż w danej chwili produkujemy.
Powstaje wówczas dość przewidywalny ciąg:
nadmierna wentylacja → spadek CO₂ → wzrost pH → zmiany przepływu mózgowego i pobudliwości nerwowo-mięśniowej.
I właśnie ten mechanizm może odpowiadać za znaczną część objawów, które później zostają nazwane „uwalnianiem”.
Zawroty głowy nie muszą oznaczać „dotlenienia mózgu”
W środowisku oddechowym wciąż można spotkać się z przekonaniem, że zawroty głowy są efektem intensywnego dotlenienia organizmu.
Fizjologia podpowiada coś innego.
Dwutlenek węgla nie jest wyłącznie zbędnym produktem przemiany materii, którego należy pozbyć się jak najszybciej. Bierze udział między innymi w regulacji średnicy naczyń mózgowych.
Kiedy podczas nadmiernego oddychania poziom CO₂ gwałtownie spada, naczynia mózgowe mogą się zwężać. Przepływ krwi przez mózg może się zmniejszyć.
Wtedy mogą pojawić się:
- lekkość albo „pustka” w głowie,
- zaburzenia widzenia,
- trudność z koncentracją,
- osłabienie,
- zawroty głowy,
- poczucie odrealnienia.
W badaniu opublikowanym w 2026 roku zdrowe osoby wykonywały zadania wzrokowe podczas oddychania spontanicznego, hiperwentylacji hipokapnicznej oraz hiperwentylacji, podczas której utrzymywano prawidłowy poziom CO₂.
W warunku hipokapnii końcowo-wydechowy poziom CO₂ spadał do około 20 mmHg. Towarzyszyło temu wyraźne obniżenie prędkości przepływu krwi w tętnicy środkowej mózgu i pogorszenie części parametrów kontroli wzrokowej.
To nie znaczy, że każda osoba z zawrotami głowy podczas sesji przeżywa dokładnie ten sam proces.
Pokazuje jednak, że istnieje bardzo konkretne i dobrze znane wyjaśnienie fizjologiczne, którego nie powinniśmy pomijać.
Zawroty głowy nie są więc dowodem, że mózg został „mocniej dotleniony”.
W wielu sytuacjach bardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem jest hipokapnia i związana z nią zmiana przepływu mózgowego.
Skąd bierze się mrowienie i charakterystyczne zaciskanie dłoni?
To jeden z najbardziej spektakularnych objawów podczas intensywnego breathworku.
Palce zaczynają sztywnieć. Dłonie układają się w charakterystyczny sposób. Czasem uczestnik mówi, że przez chwilę nie jest w stanie nimi poruszać.
Taki obraz łatwo przedstawić jako „przepływ energii”, „odblokowanie ciała” albo „somatyczne uwolnienie”.
Tymczasem może to być skurcz karpopedalny, nazywany też tężyczką hiperwentylacyjną.
Spadek CO₂ prowadzi do zasadowicy oddechowej, czyli wzrostu pH krwi. Zmienia to pobudliwość nerwów i mięśni.
Mogą pojawić się:
- mrowienia wokół ust i palców,
- drętwienie,
- napięcie mięśniowe,
- skurcze,
- trudność w poruszaniu palcami,
- zaciśnięcie dłoni i stóp.
Często tłumaczy się to wyłącznie zmniejszeniem stężenia wapnia zjonizowanego. To może być element mechanizmu, ale nie wyjaśnia każdego przypadku.
W jednym z eksperymentów pięciominutowa hiperwentylacja wywołała mrowienie u dziewięciu z dziesięciu zdrowych badanych, a skurcze karpopedalne u siedmiu. Jednocześnie, mimo znacznego wzrostu pH, nie stwierdzono istotnego spadku stężenia wapnia zjonizowanego we krwi tętniczej.
Pokazuje to, że mechanizm jest szerszy. Obejmuje zmianę gazometrii, pH i pobudliwości nerwowo-mięśniowej, a nie zawsze jeden prosty niedobór.
W badaniu intensywnej praktyki oddechowej połączonej z zatrzymaniami uczestnicy również zgłaszali lekkość w głowie, zawroty oraz mrowienie połączone z przejściową niemożnością używania palców. Autorzy opisali ten objaw jako tetanię.
Zaciśnięte dłonie pokazują więc, że układ nerwowo-mięśniowy reaguje na zmianę fizjologii.
Nie pozwalają stwierdzić, że „otworzył się przepływ energii”.
Nie są też testem potwierdzającym, że trauma została uwolniona.
A co z drżeniem?
Drżenie podczas oddychania jest jeszcze mniej swoiste.
Może towarzyszyć pobudzeniu współczulnemu, lękowi, ekscytacji, wzruszeniu, zmęczeniu mięśni, zmianom chemii krwi albo silnemu skupieniu uwagi na sygnałach płynących z ciała.
Znaczenie ma też kontekst.
Jeżeli wchodzę na sesję z przekonaniem, że ciało powinno zacząć drżeć, a prowadzący od początku zapowiada, że właśnie w ten sposób uwalniają się emocje, łatwiej zauważę pierwsze drobne drgania i przypiszę im konkretne znaczenie.
To nie znaczy, że udaję.
Drżenie może być jak najbardziej realne.
Ale realność reakcji nie potwierdza automatycznie prawdziwości jej interpretacji.
W badaniach neurobiologicznych nad highventilation breathwork intensywność zmienionego stanu świadomości wiązała się między innymi z aktywacją współczulną układu sercowo-naczyniowego oraz zmianami perfuzji w obszarach mózgu uczestniczących w interocepcji i przetwarzaniu emocjonalnych wspomnień.
Podczas takiej sesji może więc dochodzić do silnej, realnej zmiany psychofizjologicznej.
Nie wynika z tego jednak, że drżenie jest biologicznym mechanizmem usuwania traumy.
Osoba może powiedzieć:
„Czułam, jakby coś ze mnie zeszło”.
To jej osobisty opis doświadczenia. Ma do niego pełne prawo.
Czym innym jest jednak sytuacja, w której prowadzący stawia diagnozę:
„Twoje ciało właśnie uwolniło traumę”.
Tego wniosku nie da się wyprowadzić z samego drżenia.
Dlaczego intensywna sesja może wydawać się tak głęboka?
Bo nie składa się wyłącznie z oddychania.
Na doświadczenie wpływa muzyka, rytm, zamknięte oczy, obecność grupy, relacja z prowadzącym, dotyk, skupienie na ciele, wcześniejsze oczekiwania i język używany podczas procesu.
To wszystko może wzmacniać emocje i poczucie znaczenia.
Intensywne oddychanie samo w sobie może wywoływać zmienione stany świadomości. Badania opisują między innymi zmiany percepcji, poczucie jedności, doświadczenia mistyczne, silne emocje i poczucie emocjonalnego przełomu.
W niewielkim badaniu z 2026 roku, obejmującym 24 zdrowe osoby z doświadczeniem w breathworku, pojedyncza sesja high-ventilation breathwork wywoływała silniejsze efekty przypominające doświadczenia psychodeliczne i większe poczucie emocjonalnego przełomu niż body scan.
Tydzień później uczestnicy deklarowali również więcej wglądu i zmian zachowania.
To interesujące wyniki.
Trzeba jednak pamiętać, że było to badanie eksploracyjne, przeprowadzone na małej grupie zdrowych osób. Nie była to próba leczenia PTSD ani badanie potwierdzające, że konkretne reakcje ciała oznaczają przetwarzanie traumy.
Inne badania nad conscious-connected breathwork również pokazują, że praktyka może intensyfikować emocje i prowadzić do niestandardowych stanów świadomości. Pojawiają się hipotezy dotyczące związku między zakresem przeżywanych emocji a zmianami HRV po sesji.
To są ciekawe kierunki badań.
Nie są jednak dowodem, że drżenie usuwa traumę z organizmu.
Nauka pozwala nam powiedzieć:
Mocne oddychanie może prowadzić do mocnego doświadczenia.
Nie pozwala automatycznie dodać:
Mocne doświadczenie oznacza, że trauma została przetworzona.
Czy to znaczy, że breathwork nie pomaga?
Nie.
I tutaj równie łatwo wpaść w drugą skrajność.
To, że kwestionujemy uproszczoną narrację o uwalnianiu traumy, nie oznacza, że każda intensywna praktyka oddechowa jest bezwartościowa.
Breathwork może pomagać.
Pytanie brzmi: komu, w jakim celu, w jakiej formie i przy jakich warunkach bezpieczeństwa.
Metaanaliza randomizowanych badań wykazała małe do umiarkowanych efekty praktyk oddechowych w zakresie stresu, lęku i objawów depresyjnych.
Jednocześnie jakość badań była nierówna, a ryzyko błędu systematycznego umiarkowane. Większość wyników dotyczących redukcji stresu pochodziła z interwencji opartych przede wszystkim na wolnym oddychaniu.
W analizie podgrup istotne efekty uzyskano dla oddychania wolnego, ale nie dla szybkiego.
Autorzy zwracali również uwagę na potrzebę ostrożności oraz lepszego raportowania działań niepożądanych.
W randomizowanym badaniu z 2024 roku 200 młodych, zdrowych dorosłych przez trzy tygodnie wykonywało codziennie około dwudziestu minut intensywnego oddychania z długimi zatrzymaniami albo aktywną praktykę porównawczą.
Obie grupy odnotowały pewne zmiany, ale intensywny protokół nie okazał się istotnie lepszy pod względem stresu, lęku, depresyjności, dobrostanu ani trudności związanych ze snem.
Co ważne, z badania wykluczono między innymi osoby z napadami paniki, omdleniami, padaczką, chorobami sercowo-naczyniowymi i oddechowymi, nieprawidłowym ciśnieniem, ciążą oraz osoby przyjmujące wiele leków psychotropowych.
Nie możemy więc na tej podstawie powiedzieć, że taki protokół jest równie bezpieczny dla osób z PTSD, złożoną traumą, tendencją do dysocjacji czy istotnymi obciążeniami zdrowotnymi.
Breathwork może być pomocnym narzędziem.
Nie każda forma breathworku działa jednak tak samo.
Nie każda jest odpowiednia dla każdego.
A większa intensywność nie oznacza automatycznie większej skuteczności.
Czy trauma rzeczywiście jest „w ciele”?
To zdanie bywa używane w bardzo różnych znaczeniach.
Jeżeli mówimy, że doświadczenie traumatyczne nie jest wyłącznie historią zapisaną w pamięci autobiograficznej, to jest w tym dużo prawdy.
PTSD może wiązać się ze zmianami w przetwarzaniu zagrożenia, pobudzeniu, unikaniu, pamięci, interpretacji sygnałów z ciała i reakcjach autonomicznych.
Ciało uczestniczy zarówno w doświadczeniu traumy, jak i w zdrowieniu.
Ale to nie oznacza, że trauma jest substancją przechowywaną w mięśniach, powięzi albo układzie nerwowym, którą można mechanicznie wytrząsnąć, wypłakać czy wydmuchać.
To atrakcyjna metafora.
Problem pojawia się wtedy, gdy zaczynamy traktować ją jak dosłowny mechanizm biologiczny.
Uznane modele terapii PTSD koncentrują się między innymi na pamięci traumatycznej, znaczeniu przypisywanym doświadczeniu, reakcjach emocjonalnych, unikaniu oraz uczeniu się nowych sposobów reagowania.
Aktualne wytyczne VA/DoD jako metody o najsilniejszych dowodach wskazują indywidualne psychoterapie skoncentrowane na traumie, szczególnie terapię przedłużonej ekspozycji, terapię przetwarzania poznawczego oraz EMDR.
Metody zorientowane na ciało również mogą być wartościowe.
Przeglądy dotyczące Somatic Experiencing pokazują wstępne, obiecujące wyniki w zakresie objawów pourazowych, afektywnych i somatycznych. Jednocześnie jakość badań pozostaje mieszana, a autorzy podkreślają potrzebę większej liczby niezależnych badań randomizowanych.
Możemy więc uznawać znaczenie ciała w terapii bez upraszczania traumy do czegoś, co trzeba z organizmu „usunąć”.
Język prowadzącego nie jest neutralny
To jedna z rzeczy, na które zwracam szczególną uwagę podczas pracy ze specjalistami.
Sposób, w jaki nazwiemy reakcję, wpływa na to, jak osoba ją zapamięta, zinterpretuje i czego będzie oczekiwać podczas kolejnych sesji.
Jeżeli przy pierwszym mrowieniu uczestnik słyszy:
„To trauma wychodzi. Oddychaj jeszcze mocniej”,
może zacząć ignorować sygnały przeciążenia.
Może bać się zatrzymania, bo uzna, że w ten sposób „blokuje proces”.
Może też dojść do wniosku, że jeśli następnym razem nie będzie drżał, płakał ani tracił czucia w dłoniach, to sesja była zbyt płytka.
W ten sposób łatwo tworzy się błędne koło.
Im silniejsze objawy hiperwentylacji, tym większe przekonanie, że odbywa się głęboka praca.
A im większe to przekonanie, tym większa gotowość do ponownego wywoływania tych samych objawów.
Co ciekawe, hiperwentylacja bywa celowo wykorzystywana również w psychoterapii jako element ekspozycji interoceptywnej.
Prowokuje się wtedy takie odczucia jak zawroty głowy, duszność czy mrowienie, aby pacjent mógł nauczyć się, że są one przejściowe i nie muszą oznaczać zagrożenia.
Objaw może wyglądać podobnie.
Inny jest jednak cel, mechanizm terapeutyczny i sposób wyjaśnienia.
Odpowiedzialny komunikat podczas intensywnej praktyki mógłby brzmieć:
„Takie odczucia mogą pojawić się przy spadku CO₂ i wzroście pobudzenia. Sprawdźmy, jak się teraz czujesz. Możesz kontynuować, zwolnić albo przerwać”.
To nie odbiera doświadczeniu znaczenia.
Pozostawia jednak osobie wybór i nie narzuca interpretacji, której nie jesteśmy w stanie potwierdzić.
Po czym naprawdę poznać, że praktyka pomaga?
Nie po tym, jak widowiskowa była sesja.
Nie po tym, czy ktoś płakał.
Nie po tym, czy dłonie zacisnęły się tak mocno, że nie mógł nimi ruszyć.
Nie po tym, czy prowadzący uznał proces za „głęboki”.
Warto obserwować raczej:
- czy osoba łatwiej wraca do równowagi,
- czy ma większe poczucie wpływu i wyboru,
- czy zmniejszają się objawy i zachowania unikowe,
- czy poprawia się sen i codzienne funkcjonowanie,
- czy rośnie zdolność pozostawania w kontakcie z emocjami bez zalewania nimi,
- czy zmiana utrzymuje się również poza sesją.
W skutecznym procesie drżenie, płacz czy silne emocje mogą się pojawić.
Nie trzeba ich automatycznie tłumić.
Nie powinniśmy jednak również celowo ich wzmacniać tylko po to, aby stworzyć wrażenie, że wydarzyło się coś wyjątkowo terapeutycznego.
Intensywność nie jest jeszcze miarą wartości
Drżenie, mrowienie, zawroty głowy i zaciskanie dłoni są realnymi reakcjami organizmu.
Mogą wynikać z hiperwentylacji, hipokapnii, zasadowicy oddechowej, zmian przepływu mózgowego, pobudzenia autonomicznego, emocji oraz kontekstu, w którym odbywa się sesja.
Mogą towarzyszyć ważnemu doświadczeniu.
Nie są jednak testem na obecność traumy.
Nie są też dowodem jej uwolnienia.
Nie pokazują automatycznie, że technika była korzystna, bezpieczna albo skuteczna terapeutycznie.
Intensywność jest cechą doświadczenia.
Nie jest jeszcze miarą jego wartości.
W pracy z oddechem potrzebujemy nie tylko metod, które potrafią wywołać silną reakcję.
Potrzebujemy również znajomości fizjologii, świadomej zgody, umiejętności stopniowania bodźca, możliwości zatrzymania oraz języka, który nie narzuca uczestnikowi gotowej historii o tym, co właśnie wydarzyło się w jego ciele.
Bo ostatecznie nie chodzi o to, jak mocno człowiek zareagował podczas jednej sesji.
Chodzi o to, czy po niej ma więcej swobody, bezpieczeństwa i możliwości wyboru w codziennym życiu.

Źródła:
Fincham, G.W., Strauss, C., Montero-Marin, J. et al. Effect of breathwork on stress and mental health: A meta-analysis of randomised-controlled trials. Sci Rep 13, 432 (2023). https://doi.org/10.1038/s41598-022-27247-y
Canello, T., Tlaie, A., Chalise, K. et al. Non-ordinary states of consciousness evoked by breathwork correlate with improved heart-rate variability. Sci Rep (2026). https://doi.org/10.1038/s41598-026-59995-6
Fincham GW, Caddye E, Kartar AA, Lilley EA, Stoke N, Colasanti A. An exploratory study of breathwork-induced altered states of consciousness in experienced practitioners: the airways to alteration (A2A) trial. Front Psychol. 2026 Jun 10;17:1851882. doi: 10.3389/fpsyg.2026.1851882. PMID: 42359292; PMCID: PMC13291248.
Kartar AA, Horinouchi T, Örzsik B, Anderson B, Hall L, Bailey D, Samuel S, Beltran N, Bouyagoub S, Racey C, Nagai Y, Asllani I, Critchley H, Colasanti A. Neurobiological substrates of altered states of consciousness induced by high ventilation breathwork accompanied by music. PLoS One. 2025 Aug 27;20(8):e0329411. doi: 10.1371/journal.pone.0329411. PMID: 40864618; PMCID: PMC12385377.
Montagna P, Paniccia M, Marchello L, Riva R. Hyperventilation in normal subjects. A clinical, gas-analytic and EMG study. Electroencephalogr Clin Neurophysiol. 1995 Jun;97(3):159-63. doi: 10.1016/0924-980x(94)00305-q. PMID: 7607104.
Fincham, G.W., Epel, E., Colasanti, A. et al. Effects of brief remote high ventilation breathwork with retention on mental health and wellbeing: a randomised placebo-controlled trial. Sci Rep 14, 16893 (2024). https://doi.org/10.1038/s41598-024-64254-7
Yoshimura Y, Sagawa T, Ono S, Nishiyasu T, Fujii N. How breathing disrupts vision: hyperventilation-induced hypocapnia impairs oculomotor responses in resting humans. J Physiol. 2026 Mar;604(5):2336-2354. doi: 10.1113/JP289870. Epub 2026 Feb 4. PMID: 41636575; PMCID: PMC12953013.
drżenie podczas oddychania, uwalnianie traumy, hiperwentylacja, drżenie podczas breathworku





