2018 rok. Ruszam się, odpoczywam i jestem szczęśliwa.

Ludzie, którzy cieszą się najlepszym zdrowiem i długim życiem wcale nie chodzą regularnie na siłownię i nie biją rekordów w podnoszeniu ciężarów. Pewnie też nie słyszeli o wszystkich zachodnich cud dietach i przerywanych postach. Mimo to mają się nadzwyczaj dobrze.

Naukowcy, szczególnie ci amerykańscy, od zawsze próbują odkryć tajemnicę długowieczności i sekrety świetnego zdrowia w niektórych kulturach i zakątkach świata. I okazuje się, że odpowiedź może być bardzo prosta. Ludzie w tych miejscach po prostu się ruszają i… są szczęśliwi.

Pewnie myślisz sobie, że przecież ćwiczenia to ruch. Oczywiście, że tak, ale ruch i aktywność fizyczna, która daje zdrowie to nie zawsze ćwiczenia.

Najdłużej żyjący ludzie uprawiają ogródki, do pracy mają kawałek drogi i idą tam o własnych nogach. Najzdrowsi ludzie są naturalnie aktywni fizycznie i nie wiedzą nawet, że można żyć inaczej 🙂

Moja historia aktywności

W swoim życiu przeszłam przez różne stadia aktywności fizycznej. Więc dużo mogę w tym temacie powiedzieć i przedstawić różne punkty widzenia. Na pewno ułatwia mi to wczucie się w sytuacje moich pacjentów i zrozumienie pochodzenia ich problemów. Dzięki temu wiem też czym różnią się regularne ćwiczenia fizyczne od bycia naturalnie aktywnym.

Jako dziecko raczej nie należałam do tych dzieci, których wszędzie pełno, a gdy tylko wyjdą z domu to całe się wybrudzą i wywrócą z obdartymi kolanami. Moja aktywność ograniczała się do wakacji, gdy po prostu sporo się bawiłam na dworze, jeździłam na rowerze i grałam w piłkę. Gdy poszłam do gimnazjum zaczęłam amatorsko trenować koszykówkę, co sprowadzało się do 2-3 treningów w tygodniu plus, oczywiście, lekcje wuefu. Dzieckiem byłam sprawnym fizycznie, ale bez sportowych szaleństw i wybitnych osiągnięć. Tak po prostu lubiłam się ruszać. Jednak i tak większość czasu siedziałam nad książkami, przed telewizorem lub komputerem. Moje życie wyglądało podobnie do 18 roku życia i z perspektywy czasu głównie pamiętam zbędne kilogramy i częste bóle kręgosłupa, nóg, barków….. Tak, w tak młodym wieku.

Potem przyszły studia. Fizjoterapia. Lubiłam się ruszać, więc kierunek związany ze zdrowiem fizycznym wydawał mi się idealnym wyborem. Rzeczywiście zajęć ruchowych było dużo, ale poza zajęciami nie robiłam nic. Schudłam, ale chyba głównie dlatego, że nie było kiedy jeść i przygotowywać sobie posiłków. Zresztą pewnie cześciej jadłam na śniadanie drożdżówkę, która zazwyczaj była też na obiad.

Nigdy nie lubiłam biegać. O ile bieganie po boisku za piłką sprawiało mi radość to bieganie długodystansowe już nie. Szybko się męczyłam i bieganie wydawało mi się po prostu nudne. Jednak jako młody fizjoterapeuta nie chciałam wieść siedzącego trybu życia i bardzo chciałam należeć do tej „elitarnej” grupy biegających ludzi. Wkładać wieczorem buty biegowe i móc w sportowych ciuchach biegać po Parku Saskim. Biegałam prawie rok. Znów bez szaleństw – doszłam do biegów na 10km. Spróbowałam, zaznałam biegowych emocji i stwierdziłam, że to nie dla mnie. Kręgosłup bolał mnie często, miewałam ataki „rwy kulszowej”, byłam szczupła, ale nie wyglądałam zdrowo.

Już po studiach stwierdziłam, że regularne treningi wzmacniające przyniosą mi więcej pożytku. Pojęcie o ćwiczeniach miałam więc układałam sobie treningi i starałam się regularnie ćwiczyć. Rzeczywiście czułam się coraz lepiej. Kręgosłup przestawał dawać się we znaki. Byłam silniejsza i smuklejsza. Poszłam za ciosem i wykupiłam karnet na siłownię.

Nawet nie wiem kiedy, bo się nie spostrzegłam, moje życie zaczęło się kręcić wokół siłowni. Chodziłam na nią po pracy (czyli po 12h pracy jako fizjoterapeuta) ok. 3 razy w tygodniu. Oczywiście bez szaleństw, ale kilogramy na nogi wchodziły coraz większe. Już wiedziałam nawet, że muszę jeść więcej białka i wypić szejka po siłowni. Z siłowni powrót i wyliczanie makro w posiłkach na następny dzień. W kuchni stałam do 12 w nocy by wszystko przygotować.

To, gdy teraz o tym myślę, to już było szaleństwo. Byłam wiecznie zmęczona, niewyspana, bo spałam po ok 5-6h i byłam wiecznie głodna. W którymś momencie moje ciało odmówiło współpracy. Pojawiły się poważne zawroty głowy, drżenie mięśni podczas ćwiczeń, zaczęłam chorować. Nawet pierwszy raz w życiu miałam grypę. A uwierzcie, po kilku latach pracy w szpitalu dziecięcym ma się odporność ze stali 😉 Po prawie dwóch latach chodzenia na siłownię przytrafiła mi się kontuzja, przewrotnie podczas grania w koszykówkę. Zatrzymało mnie to na parę miesięcy. Nie wróciłam już na siłownię. Parę fotek z tego okresu możecie jeszcze zobaczyć u mnie na Instagramie. Miałam mięśnie i nawet wyrzeźbiony brzuch i pośladki „w sam raz na insta”. Jednak nie powiem bym za tym tęskniła. 

2017 rok. Kaloryfer życia. Ile ćwiczyłam by mój brzuch tak wyglądał? Wcale. 2 tygodnie miałam grypę.

Czym jest naturalny ruch?

Po co Wam o tym opowiadam? Bo z perspektywy czasu i doświadczenia w pracy jako fizjoterapeuta wiem, że kompletny bezruch, katowanie się ćwiczeniami i przesada w każdą stronę nie jest dobra. Nie niesie z sobą nic dobrego siedzący tryb życia, ale i nadmierny trening. Długoterminowo nie niosą z sobą korzyści jednorazowe zrywy na bieganie, gdy każdego dnia po 12h siedzisz przed biurkiem.

Ruch jest tym co chroni nas przed wszystkimi konsekwencjami współczesnego trybu życia.

Wyjście na siłownię 3 razy w tygodniu nie pomoże jeżeli resztę czasu siedzisz na kanapie i przełączasz kanały w tv. Jesteśmy coraz bardziej wygodnym społeczeństwem. Lubimy siedzieć na krzesłach, lubimy jeździć windą i samochodem. Nie lubimy kucać w sklepie do najniższych półek lub by zawiązać buty. W metrze ścigamy się do miejsc siedzących i nie chce nam się myć zębów manualną szczoteczką do zębów. Może ćwiczymy, ale nie jesteśmy aktywni. Ćwiczymy, ale się nie ruszamy. 

Ruch to oddech, ruch to chodzenie pieszo do pracy, ruch to kucanie do małego dziecka, ruch to wyjście po zakupy lub podbiegnięcie do uciekającego autobusu. Im więcej się ruszasz, tym będziesz zdrowszy.

Ćwiczenia to również ruch, ale już nacelowany na konkretne fizyczne oczekiwania. Ćwiczenia wciąż są zdrowym ruchem, ale nie mogą być Twoim jedynym ruchem. Twój organizm potrzebuje zróżnicowanego ruchu. Aktywności wielu części ciała. Zmiany bodźców treningowych i codziennej naturalnej aktywności. Wybieraj ćwiczenia, które sprawiają Ci radość i szczęście. 

Co robić by dłużej cieszyć się zdrowiem?

  1. Siedź, ale w różnych pozycjach, siadaj na podłodze i na niskich stołkach. Wstań raz na jakiś czas i pochodź gdy musisz długo siedzieć. Rozciągnij się w wolnej chwili. Zacznij kucać, tak jak robią to dzieci. 
  2. Zacznij codziennie spacerować. Już 150 min spacerów tygodniowo zmniejsza ryzyko śmierci z powodu chorób układu krążenia i chorób płuc.
  3. Pamiętaj, że musisz też odpoczywać. Śpij i miej chwilę na regenerację. Oddychaj. Nasz układ nerwowy ciagle jest bombardowany bodźcami jak nigdy wcześniej. Zewsząd docierają do nas informacje wzrokowe, dotykowe i słuchowe co pobudza nasz mózg do ciagłego ich przetwarzania. Pozwól swojej głowie odpocząć. Skupić się na jednej myśli i…na oddechu.
  4. Człowiek jest istotą społeczną. Potrzebuje interakcji z drugim człowiekiem i poczucia przynależności. Przyglądając się najdłużej żyjącym społeczeństwom możemy zauważyć silne więzi międzyludzkie, przyjaźń i miłość. Dbaj więc o sowich najbliższych. Może idealnym pomysłem jest wspólna aktywność fizyczna, zamiast oglądania razem kolejnego serialu? 

Wcale nie zniechęcam Was do chodzenia na siłownię, do biegania lub do uprawiania innych aktywności sportowych. To wciąż ruch, który jest zdrowy. Szczególnie gdy większość z nas 90% czasu spędza przykuta do krzeseł i siedzeń w samochodach. Chcę tylko zauważyć, że nasze ciało zostało stworzone do ruchu i powinniśmy dostarczać go mu jak najwięcej w każdej postaci. A nie tylko 3 razy w tygodniu na siłowni. Gdy będziecie się RUSZAĆ Wasze ciała Wam kiedyś za to podziękują.

 

Ps.: Jak wygląda obecnie moja aktywność? Teraz dużo chodzę, w pracy ćwiczę z pacjentami, pilnuję by się dużo ruszać, zmieniać pozycje i staram się utrzymywać zakresy ruchomości w stawach. Oddycham przeponą i śpię 8h. Trochę za mało ćwiczę, ale ostatni atak „rwy kulszowej” miałam w 2015 roku 😉